Legendy Słowian


Każdy naród interesuje się własną przeszłością, również tą najdawniejszą. Nie zawsze jednak na podstawie zachowanych dokumentów można dowiedzieć się, jak ta przeszłość naprawdę wyglądała. W dawnych czasach powszechnie opowiadano sobie o różnych wydarzeniach. Niektóre z tych wydarzeń, rozgrywających się przed powstaniem naszego państwa. Zostały opisane przez kronikarzy. Do najbardziej znanych spośród dawnych kronikarzy należą; przebywający w Polsce prawie 900 lat temu (przełom XI i XII wieku), nie znany z imienia i narodowości zakonnik zwany Gallem Anonimem; biskup krakowski - Wincenty Kadłubek (około 1155 - 1223), oraz wybitny historyk - Jan Długosz (1415 - 1480). W napisanych przez nich kronikach znajdują się nie tylko fakty, których sami autorzy byli świadkami, lecz również tak zwane podania narodowe, czyli opowiadania o początkach naszych dziejów, powtórzone przez lud. I tak w kronice wielkopolskiej została historia o trzech braciach - Lechu, Czechu i Rusie - którzy, zdradzeni przez własna siostrę, nie potrafili stawić czoła rzymskim najeźdźcą. Zamordowali wiec zdrajczynie i rozeszli się po świcie. Oni to właśnie Mieli założyć państwo Polskie, Czeskie i Ruskie. Podania zawsze zawierały w sobie jakąś naukę. Ukazywały np. zwycięstwo szlachetnego rycerza czy wynagrodzenie gościnności, jak to właśnie ukazuje podanie o Piaście i Rzepisze. Nie wszystkie podania opowiadają jednak o wydarzeniach tak bardzo odległych w czasie. Niekiedy mówią one o faktach rozgrywających się około 300, 200 czy 100 lat temu. Przykładem takiego podania są opowieści o Janosiku i 12 zbójach. Swe nadzwyczajne męstwo i zręczność zawdzięczał Janosik spotkaniu z czarownicami, które obdarowały go ciupagą, paskiem i koszulą o cudownych właściwościach. Wraz ze swymi towarzyszami odbierał on pieniądze bogatym i rozdawał biednym. Przeskakiwał góry, wspinał się na mury zamków, zawsze pozostając niedoścignionym.

Podaniami ludowymi interesowali się pisarze, zamieszczając je w swoich utworach. Zmieniali jednak formę, to znaczy zapisywali je w języku literackim. Tak np. opowiadanie o panu Twardowskim, który oddał dusze diabłu, swą wielką popularność zyskał dzięki wierszowi Adama Mickiewicza.

Nie tylko poeci interesowali się podaniami, ale też muzycy. Wykorzystywali je w swojej twórczości. Wystarczy wspomnieć o znanym balecie Pan Twardowski, do którego muzykę skomponował Ludomir Różycki. Podania też pomagały niektórym historykom w ich badaniach nad przeszłością kraju. Największa wartością podań ludowych jest jednak ich narodowy charakter. W raz z pieśniami, tańcami, zwyczajami, obrzędami ludowymi, stanowią one cenną cześć kultury naszego narodu.


Książe Popiel

Niedaleko Gniezna, nad jeziorem Gopło wznosił się gród Kruszwica. Władał nim i ludem wokół zamieszkałym książę Popiel - jeden z następców Lecha. Rządził ludem bardzo surowo i niesprawiedliwie. Okoliczni ludzie mówili, że w jego groźnych rządach pomagała mu żona, okrutna księżna. Ona to namawiała Popiela do coraz to zuchwalszych poczynań, doprowadzając również do gniewów i sporów rodzinnych. Szczególną nienawiścią oboje z Popielem darzyli jego stryjów, którzy często krytykowali bezwzględnie rządy Popiela. Stryjom nie podobało się również to, że Popiel nie przestrzegał starych praw i obyczajów. Był od czasów Lecha stary obyczaj, że książę w ważnych sprawach zwoływał na naradę starszych gospodarzy, właścicieli ziem, czyli kmieci. Taka rada złożona z kmieci nazywała się wiecem. Popiel nie chciał zwoływać wiecy, chciał rządzić sam, bez niczyjej pomocy. Kmiecie rozgniewani o to nie chcieli pomagać Popielowi w prowadzonych wojnach, ani słuchać jego rozkazów. Popiel bał się, że to niezadowolenie kmieci wykorzystują jego stryjowie, aby odebrać mu władzę. Dlatego za namową żony uknuł niegodziwy plan. Podstępnie zaprosił swoich stryjów na ucztę do zamku, aby pozornie pogodzić się z nimi i posłuchać ich mądrych rad. Zadowoleni stryjowie, przekonani o dobrych chęciach Popiela przybyli do Kruszwicy. Tam zastali przygotowaną ucztę. Stoły zastawione były wyśmienitym jadłem, a do pucharów nalewano wyborne wino. taka uczta spodobała się gościom, tym bardziej, że z ust Popiela usłyszeli przeprosiny za dotychczasowe rządy oraz obietnice postępowania zgodnie ze starym prawem. Stryjowie ochoczo spełniali toasty za zdrowie i pomyślność rządów Popiela. Tylko Popiel i jego żona wiedzieli, że wino jest zatrute. To okrutna księżna własnoręcznie dodała trucizny do wina. Wkrótce trucizna zaczęła działać i wszyscy stryjowie zmarli w okropnych męczarniach. Ciała ich zostały ukryte w przybrzeżnych wodach jeziora Gopło. Z ciał potopionych w jeziorze stryjów zaczęły wylęgać się myszy, było ich coraz więcej i więcej. Ogromne ich stado skierowało się w stronę zamku Popiela, i wkrótce zamek został przez nie całkowicie opanowany. Niszczyły wszystko, co tylko napotkały na swojej drodze. Okrutny los spotkał księcia Popiela i jego rodzinę, próbujących ratować się ucieczką. Schronili się w wysokiej wieży, sądząc że tam myszy nie zdołają ich dogonić. Stało się jednak inaczej, do wieży dotarło wielkie stado myszy, które zagryzło okrutnego Popiela, jego żonę i dwóch synów. Do dzisiaj w Kruszwicy, nad jeziorem Gopło wznosi się wieża, z której roztacza się przepiękny widok na jezioro i jego okolice. Wieża ta nazywa się Mysią Wieżą i chociaż zbudowano później, nie pamięta czasów Popiela, turystom przypomina o legendarnych czasach i rządach okrutngo księcia Popiela i jego żony.


Piast Kołodziej

W czasach rządów okrutnego Popiela w pobliżu Kruszwicy, żył we własnej zagrodzie mądry i prawy kmieć. Zwano go Piastem Kołodziejem, ponieważ trudnił się wyrabianiem wozów. Był doskonałym rzemieślnikiem, uczciwym i usłużnym. Chętnie służył swoim sąsiadom dobrą radą i pomocą, za co wszyscy bardzo go szanowali. Żona jego Rzepicha zawsze mile w progach domu witała gości, częstując tym, co jako dobra gospodyni w domu posiadała. Piast i Rzepicha mieli jednego syna Siemowita, który właśnie skończył siedem lat. W dniu siódmych urodzin chłopca obchodzono ważną uroczystość - zwaną postrzyżynami. Było to wielkie święto rodzinne. Nadszedł czas, aby chłopiec spod opieki matki, przeszedł pod opiekę ojca.

Na znak przyjęcia syna pod swoją opiekę ojciec po raz pierwszy obcinał synowi włosy, nadawał mu imię i wzywał dla niego błogosławieństwa przodków. Postrzyżyny kończyły się wielką ucztą dla rodziny i znajomych. Taką ucztę wyprawili na postrzyżyny swojego syna Piast i Rzepicha. Przybyło na nią wielu znajomych, cieszono się wspólnie i bawiono. Na tej uroczystości pojawili się również dwaj nieznajomi wędrowcy, prosząc Piasta o gościnę. Gościnność była w dawnej Polsce najświętszym prawem i obowiązkiem. Toteż gospodarze radośnie przyjęli nowych gości, zapraszając na ucztę i częstując jadłem, napojem i życzliwym słowem. Przybysze przekazali podczas postrzyżyn młodemu Siemowitowi pełne dobroci życzenia, przepowiadając mu wspaniałą przyszłość. Błogosławiąc dom Piasta, ruszyli w dalszą drogę. Obecność obcych przybyszów, ich serdeczne życzenia i wróżba pięknej przyszłości Siemowita uradowały Piasta i Rzepichę oraz ich gości. Jakież było zdziwienie Rzepichy, która w czasie uczty poszła do komory, gdzie przechowywała zapasy żywności. Zastała tam pełne półki i misy jadła, którego pomimo poczęstunku wcale nie ubyło. Nowina ta uradowała wszystkich obecnych, którzy uznali ją jako specjalny dar bogów i dar nieznanych obcych przybyszów. Uważali, że Piast swoim uczciwym i prawym życiem zasłużył na taką łaskę. Po śmierci okrutnego Popiela uradowani kmiecie wybrali Piasta na swego księcia. Wierzyli, że jego rządy będą sprawiedliwe i spokojne. Tak też się stało. Książę Piast sprawował swoje rządy długo i sprawiedliwie, a po nim objął władzę jego syn Siemowit.

Od Piasta właśnie wywodzi się polski królewski ród , zwany rodem Piastów. Książęta i królowie z rodu Piastów zjednoczyli plemiona w jedno państwo, którym rządzili 400 lat. 


O Lechu, Czechu i Rusie

Dawno, bardzo dawno temu trzej bracia: Lech, Czech i Rus wędrowali razem po świecie, aby znaleźć miejsca, gdzie razem ze swoim ludem mogliby się osiedlić. Byli bardzo zmęczeni i strudzeni trwającą długo wędrówką. Od dłuższego czasu przemierzali krainę porośniętą wielkimi lasami, w których było wiele zwierząt. Pewnego razu, gdy dzień chylił się ku zachodowi, a słońce zabarwiło niebo czerwienią, zdrożeni wędrowcy zatrzymali się na wielkiej, leśnej polanie u stóp rozłożystego dębu. Wokół słychać było śpiew ptaków i szum leśnego strumienia. Miejsce to swym urokiem zachwyciło wędrowców, szczególnie zaś spodobało się Lechowi, który w tym właśnie miejscu postanowił pozostać. Kiedy rozmyślał o przyszłości swojej i swojego ludu, ujrzał wśród gałęzi dębu orle gniazdo. Uznał to za dobry znak i pomyślną wróżbę dla siebie. Orzeł - to przecież nienaruszony król ptaków, który nie lęka się przeciwności. Nie bał się Lech czekającej go ciężkiej pracy, a białego orła wybrał sobie na znak swój i swojego ludu. Od pradawnych czasów do dnia dzisiejszego orzeł biały, królewski ptak, jest herbem Polski. Przedstawiony na czerwonym tle, które przypomina kolor nieba podczas zachodu słońca, gdy Lech po raz pierwszy ujrzał gniazdo orłów. W miejscu leśnej polany wybudował Lech swój gród i nazwał go Gniazdem na pamiątkę znalezionego orlego gniazda. Później gród ten nazwano Gnieznem. Stał się pierwszą stolicą Polski i miejscem koronacji pierwszych polskich królów. Bracia Lecha - Czech i Rus wyruszyli w dalszą drogę. Czech poszedł na południe, a Rus na wschód. Tam założyli swoje państwa i tam też do dzisiaj mieszkają narody: Czesi i Rusini. Nazwy tych narodów przypominają imiona ich legendarnych założycieli. Polaków, potomków Lecha w dawnych czasach nazywano również Lechami bądź Lechitami. 


O założeniu Poznania

Działo się to w państwie Polan. Kraina była wprawdzie jeszcze niewielka, ale spichrza stały pełno, a lasy obfitowały w dobra wszelkie.

Ciepła i słoneczna jesień chyliła się ku końcowi, gdy zapasy kończyć się zaczęły. Wtedy to wojowie pod wodzą kniazia swego Lecha na polowanie ruszyli.


Droga przez knieje łatwa nie była, bowiem niegdyś drzewa, krzewy i trawy gęsto ziemie te porastały. I choć wojowie bory tutejsze znali, boć przecież od dawien dawna w nich polowali, uważać bardzo musieli, by w gęstwinie nie zbłądzić. Jechali tedy razem, a kiedy zmierzch zapadł, ognisko rozpalili i strawę przyrządzili. Gdy wszyscy syci już wokół ognia siedli, opowieści różne snuć zaczęli.


Tylko Lech z boku gdzieś przysiadł i zamyślił się tak jakoś, bowiem jedna z opowieści, ta o trzech braciach, całkiem inną historię na myśl mu przywiodła. Ileż to już lat minęło, gdy bracia jego kochani Czech i Rus, w dwie różne strony świata ruszyli? Co się z nimi dzieje? Czy żyją jeszcze? Czy ich kiedyś jeszcze zobaczy? A gdy tak rozmyślał, nie wiedzieć kiedy naszedł go sen, w którym z braćmi znów na polowanie wyruszyć miał. W tem dźwięk rogu na jawie usłyszał. Prysnął sen o braciach.


Dzień wstawał piękny, wojowie obozowisko zwijali, by ruszyć przed siebie. Na grubego zwierza mieli wszak dzisiaj polować. Lech szybko zapomniał o śnie, bo tyle dziać się zaczęło. Obława udała się znakomicie, trzy dorodne tury na wozach już leżały, a szczęśliwa drużyna miejsca na obozowisko nocne dogodnego szukać wcześniej niż zazwyczaj zaczęła.

- Znam ci ja jedno, niedaleko stąd. Wioska niewielka rozpościera się tuż za tym borem, gdzie mała rzeczka do drugiej wpada - rzekł jeden z wojów.


Lech dłonią skinął, drogę do wioski wskazywać kazał. Ruszyli więc wszyscy za nim, milczący, zmęczeni trudami polowania. A gdy już polana wśród drzew prześwitywać zaczęła, nagle dźwięk rogu zdał się słyszeć. Na znak kniazia stanęli wszyscy.

-Któż to na naszych ziemiach śmie na naszą zwierzynę polować?- zapytał groźnie Lech.

Ponieważ granie rogów słychać było coraz bliżej, na wszelki wypadek rozkazał drużynie ustawić się w szyk bojowy.


Wtem, gdy las się skończył, na przeciw drużyny Lecha wyjechała liczna grupa wojów przez dwóch wodzów prowadzona. Na swój widok zatrzymali się zdumieni jedni i drudzy.

- Skąd przybywacie i czego szukacie na mojej ziemi?! - zakrzyknął Lech.

- Nie twoja sprawa. Ziemia to niczyja - butnie odpowiedzieli dwaj wodzowie.


Jedni i drudzy ruszyli naprzeciw siebie chwytając za broń. Już pomknęły pierwsze strzały, gdy nagle Lech gwałtownie konia zatrzymał.

- Poznaję! Czech! Rus! Bracia moi kochani! Broń na ziemie rzucił, z konia zeskoczył i ramiona szeroko rozwarłszy do braci swych ruszył, a oni nie mniej zdumieni to samo uczynili. Już po chwili padli sobie w objęcia, a obie drużyny poszły za ich przykładem.


Radość zapanowała ogromna.

Aby uczcić spotkanie, bracia zarządzili biesiadę i zasiadłszy przy ognisku, dalej opowiadać, wspominać. Nagle, Lech porwał się na równe nogi, dłonią ciszę nakazał i tak rzekł:

- Zaiste wieczór to niezwykły. Otom dzisiejszego dnia spotkał braci, których przez lata nie widziałem. Mimo żeśmy się tyle lat nie widzieli poznaliśmy się.


Na pamiątkę tego radosnego poznania w miejscu tym gród warowny wznieść każę i od poznania braci moich nazwę go P O Z N A Ń . Po tych słowach wybuchła wielka radość, a okrzykom i wiwatom końca nie było.


Wiosną następnego roku, tam gdzie Cybina wpada do Warty, coraz donioślej dało się słychać stukot młotów i cięcie drewna. To Lech budował swój gród, a żeby był bezpieczny, wzniósł go na wyspie, którą dziś zwiemy Ostrowem Tumskim.

Z czasem miasto przekroczyło Wartę, by po obu jej stronach dziś rozkwitać...